Relacja: Pyrkon 2016

Relacja: Pyrkon 2016

Pyrkon. To jedno hasło potrafi rozgrzać i wprawić w nastrój oczekiwania wielu. Zdecydowanie największe święto fantastyki w naszym kraju, z dostępem do jej niezliczonych aspektów. Ściąga on corocznie całe tłumy, zwiększając swój zasięg i oddziaływanie. W tym roku uczestników było szacunkowo trzydzieści dziewięć tysięcy. Co w tym roku pokazał nam największy polski konwent? Czy warto było w tym wszystkim uczestniczyć?

Tego roku zmieniła się jedna ważna rzecz: rozmieszczenie pawilonów. Z informacji, do których zdołałem dotrzeć, wynika, że wyłączenie niektórych było spowodowane remontami, ale także chęcią zmian u organizatorów. Niektóre z tych roszad wyszły na dobre, przykładowo sala wystawców zrobiła się naprawdę olbrzymia, nie brakło tam miejsca dla nikogo i można było spokojnie przechadzać się między stoiskami. Tłumy były ogromne i można tam było znaleźć wszystko, od drobiazgów w postaci przypinek, kubków, naklejek i innych tego typu rzeczy, przez biżuterię, książki, komiksy archiwalne i nowe, materiały do cosplayu, gotowe elementy strojów LARP-owych, sporo rysowników i masę rzeczy od różnych rękodzielników. Do tego wszystkiego można dołączyć antresolę, gdzie znajdowały się gry bitewne, modele z różnych światów (standardowo można było zobaczyć sporo ze świata Gwiezdnych wojen) i materiałów, czytelnia komiksów i inne. Jak widzimy, sporo tego na sam początek, a to tylko jeden pawilon.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze hala, w której non stop rozgrywane były turnieje gier planszowych i karcianek. Oczywiście znajdowała się tam też masa stołów do grania ze znajomymi, i wątpię, żeby zabrakło tam miejsca dla kogoś chętnego. Ruch tam był nieustanny i często stoły były zajęte. Kolejki do wypożyczalni też potrafiły sięgać naprawdę bardzo daleko, ale przy takiej masie ludzi można było się tego spodziewać. Rozwiązaniem byłoby ustanowienie nie jednego punktu ze wszystkim, a kilku mniejszych, ale postanowiono inaczej.

W pawilonie obok były wszelkiego rodzaju wioski, poczynając od zwykłej fantasy, przechodząc w tolkienowską, dorzucając post apokaliptyczną, rosyjską, a kończąc na bardzo specjalistycznej, czyli western post-apo czy też w klimatach Neuroshimy oraz Metra 2033. Oczywiście nie mogło zabraknąć też Mandalorian i ich obozu. Z każdym można tam było bez problemu porozmawiać, zapytać, dlaczego wybrali dla siebie akurat te realia. Za każdym razem dostawaliśmy zapewnienie o otwartości na nowych członków, potencjalnie nas. Mogliśmy też uczestniczyć w tym, co działo się na arenie, a były to warsztaty tańca, pokazy walk, czy też nauka juggera (odmiana walki bronią otulinową).

Oczywiście nie zabrakło wszelkiego rodzaju paneli poświęconych nauce, RPG, LARP-om, grom komputerowym, literaturze, grom bitewnym, mandze i anime, czy komiksom. Oferta była przebogata i naprawdę było w czym wybierać. Manewry między tymi salami sprawiały kłopot i trzeba było przemierzać spory dystans, aby gdziekolwiek dotrzeć. Doszło jeszcze to, z czym Pyrkon boryka się od zamierzchłych czasów, czyli pojemność. Aby dostać się do sali przykładowo naukowej, czy też mangi i anime, trzeba było swoje odstać w kolejce, albo mieć szczęście z rezerwacją miejsca na prelekcji. Ani jedno ani drugie nie dawało gwarancji, że będziemy jej uczestnikami. Trzeba by tu pomyśleć nad rozlokowaniem poszczególnych pomieszczeń, ale to dylemat organizatorów.

Jakby tego było mało, pośrodku wszystkiego, między pawilonami, znajdowało się swego rodzaju centrum z nową tradycją na Pyrkonie, czyli ogródkiem piwnym, w którym roiło się od klientów. Mogliśmy tam znaleźć też strzelnicę, placyk bitewny, a nawet boiska do różnych rozgrywek, jakie się tylko udało zorganizować.

Dla fanów elektronicznej rozgrywki również znalazło się oddzielne miejsce, gdzie odbywały się tematyczne prelekcje i wiele innych atrakcji. W innej lokacji była strefa wolnego grania, gdzie można było pograć w takie tytuły, jak League of Legends (gdzie mecze komentował często Dis z Nervarienem), czy Dota2 (gdzie do udziału w turnieju o pulę nagród 7500 zł zaproszono sam Team Alternate Attax), jak również Heartstone. Nie zabrakło też miejsca dla klasycznej Retro-Gralni, czy też twórców niezależnych. Mogliśmy pograć w Duke Nukem 3D, Contrę i inne kultowe pozycje. Chcący bez problemu mogli też znaleźć strefę mat do tańczenia, czy też osu! i innych japońskich wytworów.
Jak sami widzicie, ilość atrakcji była ogromna, wybór olbrzymi, wszędzie coś się działo, a ruch można było obserwować o każdej porze dnia i nocy. Jednakże nie było tak zupełnie różowo. Niestety, nie obyło się bez kradzieży ze stoisk (zwłaszcza z biżuterią czy rękodziełami), zdarzyła się także interwencja medyczna. Organizatorzy bardzo poluzowali politykę związaną z wnoszeniem replik broni, ale na szczęście tu uczestnicy zachowali się bardzo odpowiedzialnie i nie było niepożądanych incydentów. Minusy, które, podejrzewam, ciężko będzie wyeliminować, to zjawisko nazwane Kolejkonem (dłuuugie sznury osób chcące zdobyć akredytacje), czy też przepełniony Sleep Room (aczkolwiek tutaj wcześniej można było podjąć decyzję o otwarciu zapasowego pomieszczenia). Do wad można też dodać wspomniane już spacery miedzy pawilonami, które potrafiły zabrać naprawdę sporo cennego czasu. Oberwie się także organizatorom Maskarady, którzy zaliczyli prawie godzinną obsuwę w stosunku do zapowiedzianego czasu rozpoczęcia (uniemożliwiając przykładowo Shappi prowadzenie jej prelekcji), przy okazji kompletnie mieszając akredytacje z wolnym wejściem (ostatecznie ci z zamawianymi miejscami weszli po „wolnych strzelcach”). Poziom tej atrakcji był naprawdę wysoki, z rewelacyjnym Ćwiekiem jako konferansjerem, i chciało się to wszystko oglądać, ale lekki niesmak mimo wszystko pozostał. Były też przesunięcia z próbami, gdzie czas zarezerwowany na nie, w stosunku do liczby uczestników, był zdecydowanie za krótki.

Podsumowując, Pyrkon zdecydowanie dał radę. Pomimo tego, że może nie zabłysnął czymś naprawdę odkrywczym, nie zawiodło to, co stanowi o sile tej imprezy – niepowtarzalni ludzie, którzy tworzą niezapomnianą atmosferę. Na tym festiwalu czujesz się, jak na gigantycznym zlocie fandomowym, otoczony osobami, które fascynują się tym samym co Ty, i z którymi zawsze znajdziesz jakiś wspólny temat do dyskusji w ogródku piwnym, ewentualnie przy soku jabłkowym, zależnie od ograniczeń i preferencji. Nie żałuję, że to moja szósta impreza z rzędu, i na pewno wybiorę się na edycję 2017. Jest trochę do poprawy, ale mam nadzieję, że w przyszłym roku powróci „czteropak”, który stanowił Serce Pyrkonu, i spotkam się z Wami wszystkimi i z masą innych ludzi ponownie na Międzynarodowych Targach Poznańskich.

Relację dla Cosplaytime.pl napisał KazioWihura.

Zobacz galerię: część 1 i część 2.