Relacja z Tsuru Japan Festival 2017 w Rybniku

Relacja z Tsuru Japan Festival 2017 w Rybniku

Na Tsuru Japan Festival przyjechałem z wielką ekscytacją i oczekiwaniami, był to mój pierwszy raz na tym konwencie. Po prawie dwóch tygodniach od imprezy stwierdzam, iż mimo że nie spełnił on w pełni moich oczekiwań, to jestem z niego ogólnie zadowolony.

Lokalizacja

Zacznijmy może od lokalizacji. Niestety, jak to bywa w przypadku “mniejszych” konwentów, szkoła, w której odbywała się impreza nie zniosła naporu uczestników. Krótko mówiąc - była po prostu za ciasna. Słyszałem, iż było to też utrapieniem poprzednich edycji, co mnie bardzo dziwiło, bo oznacza to, że organizatorzy nie wyciągnęli w tym przypadku żadnych wniosków. Ilość ludzi, która odwiedziła tegoroczną edycję, całkowicie przerosła możliwości budynku. Korytarze były wąskie oraz dodatkowo zastawione stoiskami wystawców, łączniki, w których były umieszczone największe sklepy, w pewnych momentach były nie do przejścia, a boczne schody były tak ciasne, że można było się poruszać na nich tylko w jedną stronę na raz.

Cosplay

Przejdźmy teraz do bardziej pozytywnych aspektów konwentu, mianowicie do wszechobecnego cosplay. Byłem zdumiony, iż na takiej imprezie było aż tylu cosplayerów. Ich liczba spokojnie przerastała te z dużo większych i głośniejszych wydarzeń. Choć często bywa, że ilość rzadko idzie w parze z jakością, tutaj było wręcz odwrotnie: poziom strojów był na naprawdę wysoki, od ślicznie uszytych sukienek, poprzez słodkie mundurki, aż po wyrafinowane zbroje z naprawdę dopracowanymi detalami. Poza sporą liczbą uczestników konkursu, była równie duża, jak i nie większa, liczba osób, które przebrały się z czystej przyjemności. Można było ujrzeć zarówno znane twarze weteranów “przebieranek”, jak i zupełnie nowe, utalentowane twarzyczki. Niestety o samym konkursie się nie wypowiem, gdyż naglił mnie czas i byłem w stanie zobaczyć tylko początek, ale myślę, że konkurs był udany, nie tylko patrząc na jakość strojów oraz wspaniałość sceny i oprawy audio-wizualnej, ale także na frekwencję i zaangażowanie widzów.

Atrakcje i organizacja

Jak zawszę na tego typu imprezach było multum atrakcji, od znanych osobistości, po standardowe konsolówki czy games roomy. Plan atrakcji pękał w szwach i praktycznie od samego wejścia na konwent aż do ostatniej godziny można było znaleźć panel dla siebie i dobrze się na nim bawić, a w międzyczasie zawsze można było pooglądać ciekawe rzeczy na stoiskach, bądź udać się do fotostudia na wspólne zdjęcie z przyjaciółmi. Co do organizacji, powiem krótko: było parę wpadek, trochę niedociągnięć i kilka problemików, ale ogólnie nie było tak źle. Liczę tylko, iż na przyszłej edycji orgowie postarają się znaleźć miejsce, które bardziej sprosta wymaganiom i ilości uczestników.

Szybko podsumowując: jak na pierwszy raz, mimo wygórowanych oczekiwań, nie zawiodłem się. Całkiem nieźle się bawiłem, a do głównych zalet zaliczyłbym naprawdę bardzo przyjemną atmosferę oraz wspaniałych uczestników, zarówno tych w przebraniach jak i bez nich. Wad nie będę podkreślał, bo żaden konwent nie jest w stanie obyć się bez kilku, i tylko liczę na poprawę tych większych.